Szukaj w serwisie Ponad 5000 artykułów

Fiołek Afrykański - fiołkowa pasja

Tekst Alicja Gawryś
21.03.2011 , aktualizacja: 21.11.2008 15:10
A A A Drukuj
Fiołek afrykański (Saintpaulia ionantha) 'Bright eyes'. Ma niebieskie kwiaty

Fiołek afrykański (Saintpaulia ionantha) 'Bright eyes'. Ma niebieskie kwiaty (Fot. SHUTTERSTOCK)

Jeśli pokochasz fiołki afrykańskie, a do tego masz w sobie żyłkę kolekcjonerską, to przepadłeś. Będziesz kupował ciągle nowe i nowe odmiany, aż zastawisz nimi wszystkie parapety.
Wchodzę do kwiaciarni i widzę prześliczny fiołek: ma biało- różowe płatki o karbowanych brzegach. Takiego jeszcze nie mam... Ale nie mam też skrawka wolnego miejsca. Trudno, wychodzę. W domu przesuwam wszystkie doniczki i, o dziwo, zwalnia się trochę przestrzeni. Wracam do kwiaciarni. Na szczęście sprzedawczyni odłożyła dla mnie to cudo, chociaż jej o to nie prosiłam.

Sami widzicie, że mój stosunek do fiołków nie jest obojętny.

Subtelna uroda

Fiołek afrykański (Sainpaulia ionantha), zwany też sępolią to rodowity mieszkaniec Afryki Wschodniej. Rośnie tam w górach. W domu to typowy „parapetowiec". Potrafi wydawać kwiaty niemal przez cały rok, z krótką przerwą w środku zimy, chociaż w dobrych warunkach zdarza mu się kwitnąć nawet w grudniu.

Gdy w marcu zaczynają się formować nowe pąki, chciwie zaglądam pod liście, bo nie mogę się doczekać pierwszych kwiatów. Z nadejściem prawdziwej wiosny zaczyna się szaleństwo kolorów. Soczyste fiolety i purpura, delikatne różowości, intensywne błękity i granaty, czysta biel - paleta pełna jest subtelnych odcieni. Niektóre płatki są dwubarwne, a do tego zakończone zalotną falbanką. A co powiecie na kwiaty pełne? Mnie wydają się urocze, zwłaszcza u odmian miniaturowych. U tych najmniejszych ich średnica wynosi zaledwie kilka milimetrów (kwiaty odmian typowych mają średnicę 2-2,5 cm).

Kwiaty fiołków afrykańskich są bardzo trwałe. Wyrastają na krótkich łodyżkach i skupione są w grona. Czasem rozkwita ich tak wiele na raz, że prawie nie widać okrągłych kosmatych liści, które także przecież stanowią ozdobę rośliny. Tworzą niską rozetę o szerokości 10-20 cm (u odmian miniaturowych 5-8 cm).

Sępolie rosną powoli. Wysokość całej rośliny wraz z kwiatami nie przekracza zazwyczaj 18 cm, ale mam też w swej kolekcji pięciocentymetrowe liliputki. Jak widać, przyjacielem fiołka może zostać osoba, która nie ma zbyt wiele miejsca dla kwiatów. Jeden okaz zmieści się pomiędzy monitorem komputera, a lampką i nie będzie się rozpychał ani przeszkadzał w pracy.

Chucham, dmucham, nie zalewam

Każdy mój fiołek ma własną podstawkę lub tkwi w dostosowanej do jego wielkości osłonce. Dzięki temu mogę sprawdzić w każdej doniczce z osobna, czy ziemia już przeschła na tyle, by podlać roślinę. Nigdy nie robię tego taśmowo, bo fiołki w różnym tempie chłoną wodę. Nigdy też nie leję wody, gdy podłoże jest jeszcze mokre. Przy kilkunastu egzemplarzach, jest to trochę kłopotliwe, ale dzięki takiej metodzie unikam zalania korzeni. Rzadko się więc zdarza, że moje fiołki gniją.

Nie ustawiam też roślin po kilka w jednym większym pojemniku, chociaż różnobarwna kompozycja w koszu lub szerokiej misie wygląda pięknie. Wspólne naczynie nie pozwala traktować poszczególnych egzemplarzy indywidualnie przy podlewaniu, a ponadto istnieje niebezpieczeństwo, że fiołki będą się stykać liśćmi, a tego nie lubią.

Dzięki takiemu traktowaniu moje sepolie przeżywają po kilka lat.

Cieniuję, nie przechładzam

Mój parapet ma bardzo niekorzystne ustawienie, jeśli chodzi o dostęp światła. Okno wychodzi na północny zachód, dlatego zimą słońce wcale nie dociera do moich fiołków, za to latem "daje im popalić" - po południu świeci tak mocno, że jestem zmuszona osłaniać rośliny pergaminem przyklejanym do szyby. Jeśli tego zaniecham, ostre promienie wywołują na liściach jasne plamy, a kwiaty brązowieją. Idealne warunki panują tu wiosną i jesienią, bo światła jest w sam raz.

Fiołki zimą świetnie wytrzymują w suchym powietrzu, jakie promieniuje z kaloryfera. Nie wymagają, a nawet nie lubią spryskiwania wodą. A kurz, który łatwo gromadzi się na włochatych liściach zmiatam miękką szczoteczką do zębów.

Trzeba wiedzieć, że fiołki boją się zimna. Te, które stoją najbliżej uchylonego okna mają często żółte plamy na liściach. Mroźne powietrze to dla nich zabójstwo. Jeśli zima jest bardzo ostra, na parapecie układam tekturę, by moim podopiecznym nie było zimno w nogi.

Jestem wdzięczna fiołkom, że w przeciwieństwie do wielu innych roślin (jak cyklameny, azalie czy oleandry) nie wymagają, bym na zimę przenosiła je do chłodnego pomieszczenia, bo takim nie dysponuję. Świetnie przeżywają w temperaturze pokojowej, tj. 22-25 st. C.

Dożywiam, nie przekarmiam

W marcu zaczynam dożywać moje fiołki. Zaczynam od małych porcji organicznego Biohumusu lub Humvitu-Bio. Reagują natychmiast, rozpoczynając wiosenny wzrost i wiązanie pąków. W maju zmieniam odżywkę na specjalnie przeznaczoną dla roślin kwitnących, ale daję bardzo małe dawki, bo fiołki źle reagują na przenawożenie. Odmiany miniaturowe dostają po naparstku takiego roztworu raz na trzy tygodnie, zwykłe fiołki po kieliszku raz na 12-14 dni. Zabiegi kończę w sierpniu lub kontynuuję je jeszcze przez miesiąc, jeśli wrzesień jest ciepły.

Przesadzam bez przesady

Fiołki najlepiej się czują w ciasnych pojemnikach. Przesadzam je, gdy korzenie wypełnią doniczkę - czasem co roku, czasem co dwa lata. Staram się wychwycić odpowiedni moment, tuż przed rozpoczęciem wegetacji.

Brak komentarzy