Szukaj w serwisie Ponad 5000 artykułów

Dzik jest dziki?

Tekst: Adam Wajrak
24.03.2011 , aktualizacja: 25.03.2011 11:53
A A A Drukuj
Dzik - i młody (na zdjęciu), i stary - potrafi być bardzo szybki, ale na krótkich dystansach

Dzik - i młody (na zdjęciu), i stary - potrafi być bardzo szybki, ale na krótkich dystansach (Fot. Artur Tabor)

Mogą się pojawić w miejskim ogrodzie i nieźle narozrabiać. Co sprowadza do nas dziki?
Od razu zacznę od tego, że bardzo lubię dziki. Są szalenie inteligentne. I całkiem sympatyczne z wyglądu - przynajmniej te w Puszczy Białowieskiej, gdzie mieszkam, bywają bardzo "misiowate", zwłaszcza na jesieni, gdy nabiorą ciała i futra na zimę. Często zdarza mi się je spotykać. Szczególnie bawią mnie takie spotkania, gdy - ponieważ są krótkowidzami - podbiegają, by zobaczyć, z kim mają do czynienia. Gdy orientują się, że jestem człowiekiem, po ostrzegawczym chrumknięciu zwiewają pędem w przeciwnym kierunku. Ale ten krótki sprint na początku dla nieznającego się na rzeczy człowieka może wyglądać na atak.

Ale poza lasami i polami są też przecież dziki zupełnie miejskie. Na wybrzeżu chyba każde miasto ma swoją dziczą populację. A także na południu - w Krakowie, Katowicach - oraz w centrum, np. w Warszawie. Na pewno mieszkają w wielu miastach, o których nie wiem. Jednym słowem, dzik miejski nie jest niczym dziwnym. Dziwne za to może się wydawać, co takie duże zwierzę robi w miastach? Samce, czyli odyńce ważą nawet do 200 kilo! To przecież nie maleńka kuna lub nieco większy lis. Dziki nie wchodzą do miast po to, żeby za chwilę je opuścić, tak jak to robią łosie. Są stałymi mieszkańcami zurbanizowanych terenów. Odpowiedź, jak to się stało, tkwi w naturze dzika i w zmienionym przez nas środowisku.

DZIK MA BARDZO OSTRE KŁY

Otóż może nie każdy wie, że naturalnych wrogów dzika nie da się zobaczyć gołym okiem. Na dziki niechętnie polują wilki i gdy mają w okolicy pod dostatkiem jeleni, raczej ich nie ruszają. Nie dość, że taki krępy dzik potrafi się bronić swymi kłami, to jeszcze jedzenie go może być niezdrowe, bo np. jest nosicielem włośnicy.

O tym, ile dzików mieszka w danej okolicy, w naturalnych warunkach decydowały choroby, a przed wszystkim głód zimą. Dziki jedzą wszystko, co znajdą na powierzchni albo wykopią, ryjąc: żołędzie, owoce, bulwy wszelkie, korzenie, owady i ich larwy, gryzonie, jaja ptaków i pisklęta oraz padlinę. Mają dietę szalenie urozmaiconą, jak mało które zwierzę. Zimą jednak, szczególnie ostrą, gdy głęboki śnieg przykrywa las, a gleba zamarza na kość tak, że nie mogą ryć, są dziesiątkowane przez głód, a później osłabione przez choroby. Widywałem takie dzicze hekatomby w Puszczy Białowieskiej, po których bez trudu można się natknąć na martwe i dogorywające dziki.

Dzicza odpowiedź na taki kataklizm jest jedna - szybko się potem rozmnażać. Cztery, sześć warchlaków urodzonych wiosną przez pojedynczą lochę, czyli samicę, to norma. Wystarczy dziesięć miesięcy, by one też mogły się już rozmnażać. Dziki momentalnie wetują sobie straty.

Ten sprawdzony system, polegający na tym, że głód regulował liczebność dzików, rozsypał się jak domek z kart. Ciepłe zimy nie są już dla nich żadnym zagrożeniem, a my, ludzie, wyprodukowaliśmy taką masę pożywienia, że o głodzie nie ma mowy. Zawsze coś się znajdzie na nieskoszonym polu kukurydzy, a już śmietniki to raj. Dziki, którym nic nie groziło, zaczęły eksplorować nowe tereny. Miasta - a szczególnie przedmieścia - okazały się dziczym eldorado. Masa trawników, w których można ryć, masa odpadków, cieplej niż w lesie, bo w mieście temperatura jest zawsze wyższa, no i brak prześladowań ze strony człowieka.

KTO SPOTYKA W MIEŚCIE DZIKA...

I dziki skolonizowały miasta. Ponieważ umieją ryć, i to na duże głębokości, potrafią narozrabiać szczególnie we wszystkich wymuskanych ogrodach. Trawnik zamieniony w buchtowisko - czyli miejsce zryte przez te zwierzęta - nie wygląda przyjemnie. Coraz częściej ludzie obawiają się ataku ze strony miejskich dzików. Słyszałem o takim wydarzeniu, że zaatakował kogoś dzik, zapewne ranny, w jednej z miejscowości pod Warszawą. Zdrowe zwierzęta, jeśli nie są przyparte do muru, uciekają. O tym trzeba pamiętać, gdy spotkamy dziki. Najgorsze, co można zrobić, to dać im poczucie osaczenia. I za nic nie należy drażnić loch z młodymi. A co z trawnikami? Tu mogą pomóc pastuchy elektryczne i naprawdę solidne ogrodzenia. Z dzikami w mieście musimy się nauczyć żyć. Nawet jeśli część wywieziemy do lasu, to albo wrócą, albo na ich miejsce pojawią się nowe.

Zobacz także
Skomentuj:
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX