Szukaj w serwisie Ponad 5000 artykułów

Owady - dlaczego nas dręczą i jak ich uniknąć

Tekst i zdjęcia prof. Marek W. Kozłowski, Katedra Entomologii SGGW
21.03.2011 , aktualizacja: 24.07.2009 17:04
A A A Drukuj
Żądlą, bzyczą, dokuczają... Komu z nas nie dały się we znaki - zwłaszcza latem? Łatwiej będzie uchronić się od owadzich natrętów, gdy poznamy ich zwyczaje
Owady mogą się nami interesować z różnych powodów. Przede wszystkim jesteśmy dla nich bombami pokarmowymi zawierającymi litry pożywnej krwi. Gromadzimy też zasoby pożywienia i mieszkamy w ogrzewanych zimą "jaskiniach", a wokół tworzymy skupiska rozmaitych roślin.

Wampiry lecące "na węch"

Komary, meszki, ślepaki, jusznice, bolimuszki... Tu sprawa jest prosta - chcą krwi. Dla szybko latających muchówek jesteśmy zasobami jedzenia potrzebnego do wydania potomstwa. Apetyt na krew pojawia się wyłącznie u ich samic przygotowujących się do złożenia jaj. Krew pełna białka, z dodatkiem cukrów, soli, mikroelementów i witamin to pokarm wymarzony. Już dinozaury były karmicielami wielu z nich.

Owady, które są mile widziane w naszym otoczeniu



Komary (w Polsce występuje ponad 40 gatunków) rozwijają się w środowisku wodnym. Samice wynajdują ludzi, kierując się zapachem. Spreje i płyny "na komary" tak naprawdę nie zawierają repelentów, czyli substancji odstraszających, ale związek o nazwie DEET blokujący odbiór naszego zapachu, wskutek czego jesteśmy przez samice komarów niezauważalni. Europejskie komary nie roznoszą groźnych zarazków, najwyżej mogą wywołać na skórze odczyn uczuleniowy. Niezbyt pospolite w naszym kraju widliszki jeszcze kilkadziesiąt lat temu mogły nas zarazić malarią. Na szczęście ostatnie przypadki zachorowań odnotowano w Polsce w latach 60. ubiegłego wieku.

Druga grupa dająca się nam we znaki to meszki. Niektóre oblatujące nas meszki nie ssą krwi (nie smakuje im), lecz tylko próbują smaku naszego ciała, łażąc po głowie i dotykając szyi, twarzy i uszu narządami gębowymi. Inne chętnie pobierają krew, co w skrajnych przypadkach (osoby w śpiączce alkoholowej, niemowlęta) może doprowadzić do choroby zwanej hararą - niebezpiecznego zatrucia organizmu substancjami uwalnianymi ze śliną meszek. Z drugiej strony, należy pamiętać, że larwy meszek są dobrodziejstwem dla naszych wód płynących. Rozwijają się tam chmarami przyczepione do roślin wodnych, kamieni i dna, oczyszczając wodę z substancji organicznej.

Trzecią ekipą muchówek psujących nam komfort pobytu na łonie natury są bąkowate, pomyłkowo nazywane gzami. Najczęściej stajemy się ofiarami ślepaków i jusznicy deszczowej (zobacz zdjęcie). Bąkowate gryzą nas (w zasadzie rozcinają skórę żuwaczkami) bezpardonowo i boleśnie. Atakują zwykle w okolicy pastwisk, a szczególnie namolne stają się przed burzą.

Muchówką próbującą napić się naszej krwi jest bolimuszka kleparka (zobacz zdjęcie), podobna do muchy domowej, ale z charakterystycznym, skierowanym do przodu ryjkiem, który skrywa ostrą kłujkę. Głównym celem samic jest bydło domowe, ale czasem zainteresują się i człowiekiem. Bolimuszka to przeciwnik trudny do przepędzenia i złapania, bo charakteryzuje się świetnym refleksem i szybkim lotem. Ukłucie bolimuszki jest krótkie, ale bolesne.

Następnymi muchówkami pijącymi naszą krew są malutkie komarniczki, lokalnie zwane ukrainkami. Występują głównie na południu kraju, często w górach. Turyści znają te namolne maleństwa sadowiące się często w okolicy kołnierza i zakończeń nogawek.

Zdradliwy kleszcz (zobacz zdjęcie)

Z pozostałych krwiopijców na pierwszym miejscu trzeba oczywiście wymienić kleszcze, które nie są owadami, ale pajęczakami z rzędu roztoczy. Nasze kleszcze nie są tak sterylne jak muchówki i przenoszą wraz ze śliną cały zestaw mikroorganizmów, w tym tak niebezpiecznych dla zdrowia jak wirus zapalenia opon mózgowych, krętek boreliozy albo zarodziec babesiozy (zarażający psy i koty).

Galeria roślin owadożernych



Osa - przeczekać lub... uciekać (zobacz zdjęcie)

Inną grupą owadów mogącą boleśnie nas doświadczyć są żądłówki. Mają żądła, czyli przekształcone w jadowe strzykawki pokładełka (narządy do składania jaj). I tu znowu zagrożeniem są wyłącznie samice.

Jedyną żądłówką, która niekiedy "czegoś od nas chce", jest osa (zobacz zdjęcie). Potocznie tak określamy tzw. osy papierowe budujące gniazda pod ziemią lub dachem. Karmią one potomstwo białkiem z upolowanych owadów albo z padliny, natomiast same mają apetyt na słodycz. Często przylatują sprawdzić, czy czegoś nie mamy. Wtedy należy zachować po prostu spokój. Sprawdzająca nas osa zwykle odlatuje i zupełnie nie zależy jej na tym, by nas żądlić. Wypadki użądleń są konsekwencją przyciśnięcia osy, która wtedy częstuje nas jadem. Trzeba bardzo uważać, jedząc owoce albo pijąc soki, aby osa nie wpadła nam do ust, co może skutkować użądleniem w podniebienie miękkie albo w przełyk. Wtedy trzeba od razu udać się do szpitala, aby otrzymać środki zapobiegające opuchliźnie. Zmasowane ataki wykonują osy w obronie gniazda, kiedy wstrząsamy nim, zakrywamy jego wlot albo (rzadko) głośno się w jego pobliżu zachowujemy (dotyczy to także szerszeni). W razie takiego ataku trzeba co sił w nogach uciekać i schronić się w najbliższym pomieszczeniu.

Uwaga na mrówki

Mrówki właściwe - rude leśne mrówki, mieszkające pod drzewami kartoniarki i wszędobylskie brunatnoczarne hurtnice - nie mają żądeł. Bronią się, gryząc i pryskając kwasem mrówkowym niewywołującym uczuleń. Żądlą natomiast mrówki wścieklice (zobacz zdjęcie). Wścieklica czerwona i inne długie, "przegubowe" mrówki czynią to jednak tylko w momencie niszczenia ich gniazda. Użądlenia wścieklic są dość bolesne (mniej jednak niż os czy pszczół) i mogą dawać odczyny uczuleniowe.

Są też w naszej przyrodzie owady naprawdę groźne ze względu na właściwości swej krwi. Te jednak trzymają się od nas z daleka i trzeba mieć horrendalnego pecha, żeby dały się we znaki. Kolorowe żarlinki (zobacz zdjęcie). trzymają się terenów podmokłych. Ich krew zawiera związek o działaniu silniejszym od jadu pająków i wywołuje trudno gojące się pęcherze. W Polsce żarlinki są pospolite, ale poparzenia ich krwią zdarzają się rzadko.

Inny bardzo niebezpieczny chrząszcz to majka kantaryda (zobacz zdjęcie). Zawiera trującą substancję zwaną kantarydyną. Zrobiła karierę jako afrodyzjak, tzw. mucha hiszpańska. Opisywano przypadki śmierci koni po spożyciu jednego chrząszcza. Ale spożycie majki chyba nam nie grozi, chyba że na własne życzenie!





Zobacz także

Zobacz więcej na temat:

  • Owady - dlaczego nas dręczą i jak ich uniknąć parazyd 26.07.09, 13:57

    Żądlą, bzyczą, dokuczają... myślałem że chodzi o paparazzich.»

  • Jezelo chodzi o osy admetos 26.07.09, 14:00

    To taktyka przeczekania nic nie daje. Owszem osa zadli tylko jak jest rozdrazniona, ale tylko ona decyduje kiedy jest a kiedy nie jest. Jak ktos nie wierzy to niech pozwoli osie usiasc na »